niedziela, 31 lipca 2016

Ogłoszenie

Witam serdecznie! Nie ma gifa, nie ma cytatu, nie ma rozdzialu. Wszystko jest już gotowe [nawet sprawdzone  co dla mnie jest nowością], jednak jeszcze moment będziecie musieli poczekać. Czemu? Odpowiedź jest prosta. Złośliwość rzeczy martwych. Komputer jest w serwisie, a rozdziału nie skopiowałam jeszcze na bloggera, więc aktualnie jest w posiadaniu pana programisty. W tej chwili, proszę, modlimy się, żeby obyło się bez formatu, bo inaczej stracę wszystko, co napisałam. Wtedy nie wiem, kto umrze pierwszy - ja czy ten facet.
Jakoże z całego serca nienawidzę pisać posta z telefonu (na dodatek nie swojego lmao), już się z Wami żegnam. Mam nadzieję, że nie na zbyt długo. Proszę Was bardzo o jeszcze chwilę cierpliwości. Chyba będzie warto♡

niedziela, 10 lipca 2016

Thirty eight / Change like a remix

'Jeśli się cofasz, to tylko po to, aby wziąć rozbieg'


  Kiedy Stella chciała zamiast mnie lecieć z Christianem do Miami, nie robiłam problemów. On za to wręcz przeciwnie. Teraz nie wspomniała o tym ani słowem, chociaż z wielką przyjemnością odstąpiłabym jej swoje miejsce. Jest to niemały paradoks, gdyż sama niedawno planowałam przeprowadzkę do Chicago – nowy rozdział w życiu i spalenie za sobą mostów. Aktualnie wolałabym tego raczej uniknąć. Najzwyczajniej w świecie się boję. Tylko czego? Konfrontacji z mamą, spotkania z Toby’m, ale też przebywania blisko Brewera. Wszystko kumuluje się, tworząc mieszankę wybuchową. Nie jestem pewna, czy chcę jej kosztować, lecz już nie mam wyjścia. Miałam stawiać czoła wszelkim przeciwnościom, a nie uciekać przed nimi. Nie może być tak źle. Chicago to miejsce, gdzie spędziłam szesnaście lat życia. Wprawdzie nie czuję się w nim tak pewnie jak w Nowym Jorku, ale nie będę sama. To przecież nic strasznego, po prostu mam talent to wyolbrzymiania niektórych rzeczy. A szczególnie to pisania czarnych scenariuszy – tak, w tym jestem nieziemska i nie mam sobie równych.
  Dochodzi do tego jeszcze lodowaty wzrok Stelli. To jednak nigdy nie przestanie mnie nudzić.
  - Lecicie do Chicago – stwierdza. – Nie miałaś się czasami tam przeprowadzać?
  Szukam w pamięci momentu, kiedy podzieliłam się z nią tą informacją. Nie przypomina mi się nic takiego. Śmiem twierdzić, iż wolałam, by możliwie jak najmniej osób o tym wiedziało. Gilbertowie, Ariana, Clarie i oczywiście Christian. Ale Stella? Jak widać ściany mają oczy i uszy, każda informacja bądź plotka prędzej czy później ujrzy światło dzienne. To tylko kwestia czasu, czasem jedynie kilku minut.
  - Plany się zmieniły – odpowiadam. Nie mam ani siły, ani ochoty wypytywać ją, skąd tak naprawdę się o tym dowiedziała. – Nie rozumiem, co ma jedno do drugiego.
  - Nie graj głupiej, proszę cię.
Obdarzam ją zaskoczonym spojrzeniem. No tak, jeśli chodzi o Brewera, nie daje za wygraną. Chyba nigdy nie da. Może to i ona była tutaj pierwsza, lecz to ja wygrywam, to ja mam nad nią przewagę. Wolę nie myśleć, co działoby się, gdyby dowiedziała się o tym, co łączy mnie i szatyna. Odkąd ją znam, co najmniej raz w tygodniu wysłuchuję teorii, jak to zamierza znaleźć się w jego łóżku. Każda lepsza i bardziej wymyślna od poprzedniej. Tak bardzo chciałabym wyprowadzić ją z błędu. Kilka razy byłam bardzo blisko, lecz w porę zdążyłam ugryźć się w język.
  - Odpuścisz kiedyś? To się już robi nudne.
  - Nie masz nawet pojęcia, jakie masz szczęście – warczy, po czym ostentacyjnie odwraca się na pięcie i odchodzi, ani razu nie oglądając się za siebie.
  W jednym ma rację. Jestem ogromną szczęściarą. Nie było łatwo, nie jest i pewnie nie będzie, ale nic nie skłoni mnie do poddania się. Kocham go. Może to wydawać się kompletnie irracjonalne i nieprzemyślane, ale naprawdę go kocham. Nie potrafię powiedzieć za co i dlaczego. Po prostu to czuję. Powiedział, że odwzajemnia moje uczucie. Fakt, powiedział. Ale Christian mówi wiele rzeczy, nie wszystkie okazują się prawdziwe. Gdybym jednak miała każdy aspekt rozkładać na czynniki pierwsze, straciłabym rozum. Wielokrotnie wspominałam, iż związek winien opierać się na zaufaniu. Ufam mu? Może to błąd. Wiem przecież doskonale, jaki jest – jak potrafi przekabacić człowieka na swoją stronę, jak potrafi przekonać go absolutnie do wszystkiego, byleby tylko wyjść korzystnie z sytuacji. Na tym polega jego praca, tak osiągnął sukces. Wiem też jednak, jak zachowywał się w stosunku do mnie. I to liczy się najbardziej.

~*~

  Powinnam była domyśleć się, że Ariana zacznie wariować od razu, kiedy tylko dowie się o moich planach na najbliższe dni. Niespecjalnie podzielam jej entuzjazm, lecz doszłam do wniosku, iż nie mogę wiecznie uciekać przed problemami. Poza tym ma to o wiele więcej plusów niż minusów. Mam możliwość zobaczenia się z tatą, z synkiem, być może też ze starymi przyjaciółmi, którzy zostali w mieście. Moja mama nie stanowi wielkiego problemu, dam sobie z nią radę. Jestem silniejsza nawet niż te kilka miesięcy temu, kiedy wraz z Tobym postanowiła złożyć mi niezapowiedzianą wizytę. Wprawdzie wiedziałam o tym, lecz pojawili się o tydzień szybciej, niż zakładałam. Nie byłam przygotowana. Teraz będę.
  - Będzie się działo – kwituje przyjaciółka, kiedy kończę relacjonować jej moją dzisiejszą rozmowę z Christianem dotyczącą wyjazdu. Nie mam jej jednak za wiele do powiedzenia. Głównie chodzi o pracę, lecz mam wielką nadzieję, iż nie będzie robił problemu, kiedy zechcę wymknąć się na moment do rodzinnego domu.
  - Nie, nie będzie – zaprzeczam od razu. Mimo to przyjaciółka i tak wie swoje, więc trudno będzie mi przekonać ją do zmiany zdania.
  - On cię chce porwać, idę o zakład. Nie lecicie do Chicago tylko na jakąś bezludną wyspę. Kiedy nie zobaczysz cywilizacji, a palmy i trochę kokosów, to już nie moja wina.
  Spoglądam na nią krzywo, lecz zaraz potem wybucham śmiechem. Ten scenariusz jest jednak zbyt mało prawdopodobny, bym mogła brać go pod rozwagę.
  - Tak, właśnie. Śmiej się, śmiej – burczy, udając obrażoną. – Jak jakaś małpa cię zacznie gonić, to nie dzwoń. Nie odbiorę.
  - Poradzę sobie, nie musisz się martwić – zapewniam, po czym sięgam po kolejne ciastko czekoladowe.
  Z jednej strony absolutnie nie powinnam go jeść, zważywszy na to, iż jest to któreś z kolei. Z drugiej jednak to świetne lekarstwo na zniwelowanie stresu, a powszechnie wiadomo – lepiej zapobiegać niż leczyć.
  - A tak na poważnie. Między wami już wszystko w porządku, tak?
  - Tak mi się wydaje… przynajmniej powinno.
  Jesteśmy na dobrej drodze, aby tak było. Na początku nie wyjaśniliśmy sobie wielu rzeczy i w tym tkwił cały problem. Wiem jednak, co zrobiliśmy źle. Człowiek jest tylko człowiekiem. Popełnia błędy, aby potem na nich bazować i wyciągać cenne lekcje. Nikt nie jest nieomylny, nawet najlepszym zdarzają się potknięcia, po których ciężko z powrotem podnieść się na równe nogi.
  - Powtórzę więc. Będzie się działo! – kwituje raz jeszcze, nadmiernie przy tym gestykulując. Nie chcę sprowadzać jej na Ziemię, lecz w tej chwili jest to więcej niż konieczne.
  - Wspominałam, że będziemy mieli oddzielne pokoje?
  - Nie zrobisz mi tego! Annie, skarbie, oczekiwałam czegoś. Gdzie tu cała zabawa?! A nie, czekaj. Będzie się do ciebie zakradał w środku nocy, jakie to piękne. I romantyczne. Zwracam honor, jednak wiesz, co robisz. No, może nie zawsze, ale akurat teraz ci się udało.
  - Nie będę tego komentować – stwierdzam po chwili, z rozbawieniem obserwując, jak uśmiecha się chytrze i zaciera ręce. Tego mi tylko brakowało.
  - JA BĘDĘ! – krzyczy, po czym momentalnie zrywa się z miejsca i biegnie do kuchni. Kiedy wraca, mogę już śmiało powiedzieć, iż szybko mnie stąd nie wypuści. Jej mieszkanie, jej zasady, przywykłam do tego.
  - Po co ci piwo?
  - Żeby podlać kwiatki, a co myślałaś? – obdarza mnie współczującym spojrzeniem. No tak, głupie pytanie, więc głupia odpowiedź. – Chociaż nie. Nie chcę wiedzieć. Skoro muszę cię upić, żebyś zdradziła mi trochę pikantnych szczegółów o Panie Idealnym, zrobię to z cholerną przyjemnością, Crawford. A teraz na zdrowie!
  Niepotrzebnie tu przychodziłam. Teraz doskonale to widzę.

~*~

  Za każdym razem, kiedy czeka mnie chociażby krótki wyjazd, dosyć długi czas zajmuje mi pakowanie. Jednak potem okazuje się, iż połowa rzeczy, których na gwałt potrzebuję, leży sobie na łóżku lub w ogóle nie została wyciągnięta z szafy. Jako że na wtorkowe popołudnie nie mam żadnych konkretnych planów, postanawiam wybrać się do Galerii Handlowej. Przez ponad trzy godziny chodzę od sklepu do sklepu bez konkretnego celu. Nie mam pojęcia, czego chcę, czego potrzebuję, chociaż i tak najchętniej obrabowałabym pół piętra. Moje zakupy nie są szczególnie duże, lecz dzisiaj nie mam do tego głowy. Za niecałe czterdzieści godzin będę znajdowała się w samolocie do Chicago – do miejsca, które w dalszym ciągu znaczy dla mnie tak wiele. Czuję w kościach, że będzie to interesujący wyjazd, mimo iż bardzo się go obawiam. Ale czy ktoś zna lepsze lekarstwo na stres niż kupno nowych butów? Tak, zdecydowanie jestem teraz w odpowiednim miejscu.
  Niestety, kiedy nogi odmawiają mi posłuszeństwa, z nowej pary obuwia muszę zrezygnować. Dlaczego przez tyle czasu nie umiem się na nic zdecydować? Cóż, moje myśli cały czas zajmuje stos ważniejszych spraw. Zapłaciwszy jedynie za nową szminkę do ust w pastelowym kolorze, jestem zdecydowana udać się z powrotem do domu.
  Szybko przekonuję się jednak, iż los ma co do mojej osoby inne plany.
  - ANA!
  Przestraszona odwracam się do tyłu na dźwięk swojego imienia. W moim kierunku dość szybko zmierza Kevin. Jest to chyba ostatnia osoba, którą spodziewałabym się tutaj spotkać. Ale czego może chcieć?
  - Co… co ty robisz? – pytam, kiedy uradowany bierze mnie w ramiona i raz okręca wokół własnej osi. Nie chcę robić scen i krzyczeć, to miejsce publiczne. Przechodzący obok ludzie i tak obdarzają nas już zaciekawionymi spojrzeniami. Nie podoba mi się to.
  - Spadasz mi z Nieba! Chodź – nie tłumacząc nic, chwyta moją dłoń i ciągnie w sobie tylko znanym kierunku. Nie mam wielkiego wyboru, więc podążam w ślad za nim.
  - Zwariowałeś?!
  - Musisz mi pomóc. To bardzo, bardzo ważne. Chryste, jak się cieszę, że tu jesteś. Spadasz mi z Nieba – powtarza po raz kolejny. Wszystkie pytania, jakie chciałam mu zadać, stają się zbyteczne, gdy zatrzymujemy się przed sklepem jubilerskim.
  Wcześniej byłam zdezorientowana. Teraz jestem autentycznie przerażona.
  - Kevin, jest coś, o czym powinnam wiedzieć?
  Powstrzymuję go przed wejściem do środka. Kątem oka zauważam, iż sprzedawca obserwuje nas zaciekawionym wzrokiem. Z boku pewnie wygląda to ciekawie. Mężczyzna oświadczył się ukochanej, a teraz przyszli wybrać pierścionek. Jednak sekundę przed przekroczeniem progu sklepu, kobieta jednak się rozmyśla, lecz on nie pozwala jej uciec i wciąga ją tam siłą. Nie, za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
  Pomocy?
  - Jesteś kobietą, no nie? – wzdycha zrezygnowany. Sama nie wiem, czy winnam czuć się obrażona tym komentarzem, czy wręcz przeciwnie.
  - Dużo ludzi tak uważa. A nie wyglądam?
  - Nie o to chodzi! – momentalnie tłumaczy. – Po prostu potrzebuję damskiej porady, sprawa życia i śmierci. Zajmę ci dosłownie minutę. Annie, proszę, nie rób mi tego.
  - Minutę – podkreślam jeszcze, zanim otwiera przede mną szklane drzwi. Jubiler uśmiecha się przyjaźnie w naszym kierunku, od razu prezentując trzy piękne bransoletki.
  A tak na poważnie to co ja tu robię?
  - Która podoba ci się najbardziej?
  Chcąc nie chcąc, przyglądam się biżuterii jeszcze uważniej. Wszystkie mają w sobie coś wyjątkowego, wszystkie przyciągają wzrok. Moją uwagę najbardziej skupia ta wykonana z białego złota wysadzana drobnymi niebieskimi kamieniami.
  - Też nad nią myślałem – stwierdza, kiedy dzielę się z nim swoją opinią.
  Nie wiem nawet kiedy, Kevin dokonuje zakupu i wychodzimy ze sklepu. Jestem chyba za bardzo zamroczona tą sytuacją.
  - Uratowałaś mi życie. Obszedłem pół miasta i nie znalazłem niczego odpowiedniego, a tutaj aż trzy. Zakupy to jednak nie moja bajka – wzdycha, przeczesując lewą dłonią włosy. – Jestem ci winien kawę. To jak?
  - I może wyjaśnienie – dopowiadam, na co słyszę jego śmiech. Nie ma w tym nic zabawnego, mogę go zapewnić.
  - To przede wszystkim. No chodź.

~*~

  Kiedy kelnerka kawiarni na drugim piętrze galerii przynosi nasze zamówienia, wiem już wszystko, o czym wiedzieć powinnam. Bezwiednie wybrałam podarunek dla nowej wybranki Kevina, z którą dzisiaj umówiony jest na kolację.
  - Nie chciałem kupować pierścionka, bo mogłaby się przestraszyć. Sama rozumiesz. A bransoletka to coś neutralnego – automatycznie przenoszę wzrok na prezent od Christiana zapięty wokół mojego prawego nadgarstka. Praktycznie wcale się z nim nie rozstaję.
  - Ale ustalmy coś – mówię, ostrożnie biorąc łyk gorącego napoju. Mężczyzna przygląda mi się badawczo, jednocześnie starając się nie rozsypać cukru po całym stole. Nic jednak z tego nie wychodzi. Nawet do tak prostej czynności potrzeba odrobiny uwagi. – Jak już dojdziecie do etapu pierścionka, wybierasz go sam.
  Słyszę jego serdeczny śmiech, przez co sama również się uśmiecham.
  - Jasna sprawa! – zapewnia. – Poza tym, nie przeprosiłem cię jeszcze.
  - Za? – unoszę zaskoczona brwi, wyczekując jego dalszych słów. Nie przypominam sobie, by było coś, za co miałby mnie przepraszać.
  - No wiesz, za to wszystko. Nie wiem, co mi odbiło, żeby rozpowiadać te bajki o nas. Znaczy… to nie tak. Ktoś spytał, a ja po prostu nie zaprzeczyłem – wyjaśnia. – Nie chciałem postawić cię w złym świetle, Ana, i jest mi głupio z tego powodu. Lubię cię i to bardzo, więc mam nadzieję, że między nami jest okay.
  Z początku zastanawiam się, co winnam mu odpowiedzieć. Może się pomyliłam i w rzeczywistości nie jest taki zły, za jakiego go uważałam. Dogadywaliśmy się dość dobrze i chciałabym, by tak było dalej.
  - Było, minęło – stwierdzam po chwili, na co Kevin oddycha z ulgą. – Tylko proszę, nie mam ochoty znowu tłumaczyć się komuś, że ze sobą spaliśmy.
  - To co? Zgoda?
  - Zgoda – wykrzywiam usta w lekkim uśmiechu.
  Niezależnie od tego, co mówi o nim Christian, mam własne zdanie. Jeżeli kolejny raz się na nim sparzę, będzie to znak, że moja intuicja zaczyna szwankować.
  I to dosyć poważnie.

Od autorki: Wiem doskonale, iż musieliście czekać nieco dłużej niż zwykle i do tego jest krótszy, za co przepraszam. Nie było mnie tydzień w domu, a potem, gdy chciałam zacząć, miałam jakąś blokadę. Poza tym kończyłam go w trakcie finału Euro, to usprawiedliwienie? Mam nadzieję, iż mimo to rozdział choć trochę Wam się podoba. Nie jest taki, jak chciałam, ale nie można mieć wszystkiego. All hates on me, jestem przygotowana. Kolejny postaram się dodać trochę szybciej, obiecuję. A teraz życzę Wam wszystkich udanych wakacji!

L x