czwartek, 17 marca 2016

Thirty two / Keep it undercover

'Życie nie polega na rzeczach, które pragniemy, lecz na tych, które należą do naszych obowiązków'


   Czuję, jakby czas stanął w miejscu. Nie mogę się ruszyć, nie mogę wydobyć z siebie ani jednego słowa. Spodziewałam się wszystkiego, naprawdę. Dalszych wyrzutów, błagania o drugą szansę, ale nie tego. Nie wyznania miłości. Jak on śmie w ogóle mówić, że mnie kocha. To istna niedorzeczność. Nie Christian, on się nie zakochuje. On podbija serca kobiet, by jakiś czas potem brutalnie je złamać. Nie przepadam zbytnio za Rebeccą, ale ona też znalazła się na jego liście. Zdradził ją i oszukiwał. Bez względu na to jaka jest, nie zasługiwała na to. Żadna nie zasługuje, żeby cierpieć z jego powodu. Ja też nie.
  Popełniłam błąd, zakochując się w nim, mimo iż doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, z czym to się wiąże. Teraz nie wiem, co powinnam zrobić. Pragnę go całą sobą, lecz to nie ma racji bytu. Nagle cała moja frustracja przybiera na sile. Nie mam pojęcia, jak się zachować. Chciałam go wyrzucić jeszcze przed momentem, a chcę, by ze mną został. I dlaczego? Bo powiedział te dwa idiotyczne słowa, które za wszelką cenę chciałam usłyszeć z jego ust, wszystko tym komplikując. 
  Nie. On mnie nie kocha. To tylko krótkie zdanie, nie ma znaczenia ani żadnej wartości. Można powiedzieć wszystko, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji. Tylko w tym przypadku to chyba tak nie działa.
  - Nie wiesz, co mówisz – dukam cicho, wyplątując się z jego uścisku. 
  - Błąd. Chyba nigdy nie byłem czegoś bardziej pewny – odpowiada z tym swoim cholernie idealnym uśmiechem na ustach. – Nie ruszę się stąd, dopóki między nami nie będzie w porządku.
  Mam ochotę rozpłakać się z bezsilności, na nic więcej mnie nie stać. Wszystko, co chciałam mu powiedzieć, idzie w zapomnienie. Rozchylam jedynie wargi, lecz nie jestem w stanie nic z siebie wykrztusić.
  - Christian, proszę.
  O co? Nie mam bladego pojęcia. Wydaje mi się, jakby mijały godziny, a my tylko wpatrujemy się w siebie nawzajem bez jakichkolwiek zbędnych słów. Co mam w sobie, że facet jego pokroju jest gotów paść na kolana i błagać o drugą szansę.
  - Tak?
  - Musisz to robić, prawda? – gdy zaskoczony nie odpowiada, mówię dalej: - Kiedy chcę iść dalej, ty zjawiasz się i jak gdyby nigdy nic...
  - Posłuchaj – przerywa. – Zwyzywaj mnie albo pobij, jak to ci poprawi humor, nie krępuj się, ale muszę wiedzieć, że nigdzie nie wyjedziesz, jutro zobaczę cię w pracy.
  - Więc mnie nie nienawidzisz? – pytam, wykrzywiając usta w grymasie przypominającym uśmiech. Wiem, że Brewer nie ma po swojej stronie całej winy. Wiem, że to głównie ja spieprzyłam. Wiem. Ale co mi z tego, jeśli mężczyzna, którego kocham, nie będzie chciał dłużej ze mną być? Tym razem tak naprawdę, na poważnie.
  Chociaż po jego aktualnej reakcji nie muszę się tego obawiać, prawda?
  - Być złym na ciebie? – unosi mój podbródek do góry, jednocześnie zmuszając mnie do spojrzenia na niego. – Być może. Nienawidzić cię? Nigdy. Nie ciebie. Zaczniemy wszystko od nowa, od zera. Wystarczy tylko twoje słowo.
  Przygryzam lekko dolną wargę. To niedorzeczne. Cała ta sytuacja jest doprawdy śmiechu warta. Muszę zostać sama, przemyśleć parę rzeczy. Wszystko miałam już ułożone, a teraz nagle plany ulegną zmianie? Alison będzie skakać pod sufit, gdy dowie się, że jednak zostaję.
  Właśnie. A zostaję? 
  - Nie wiem, co mam ci teraz powiedzieć – przyznaję. Zdecydowanie za dużo wrażeń jak na jeden dzień. – Christian, ja…
  - Nie musisz teraz nic mówić – po raz kolejny dzisiaj wchodzi mi w słowo. – Pójdę już, ale jutro, proszę, wróć do nas. Clarie bez ciebie wariuje… ja bez ciebie wariuję.
  Niepewnie podchodzi pół kroku bliżej i składa na moich ustach delikatny pocałunek. Nie protestuję, lecz też nie odwzajemniam gestu, gdyż niemal od razu się ode mnie odsuwa. Każda komórka mego ciała lgnie do niego, uporczywie pragnie, żeby został. 
  Jednak po chwili jestem już sama. Mam jeszcze większy mętlik w głowie i zaczyna mnie boleć brzuch. Nie wiem czy z głodu, czy tym razem ze stresu i zdenerwowania. Wszystko ustaliłam – nowy start, zostawienie przeszłości za sobą. A nagle zjawia się on i w przeciągu pięciu minut po raz kolejny udaje mu się odwrócić moje życie do góry nogami. Nie powinnam w ogóle godzić się, by przebywał tutaj chociaż kilka sekund. Sprawy przybrały nieco niespodziewany obieg.
  Powiedział, że mnie kocha. Powtórzył to. Kocham cię. Chryste, on naprawdę to powiedział. Mi. Nie mam pojęcia, co o tym myśleć. Zakochałam się w nim do szaleństwa, a teraz oznajmia, że czuje to samo. Chciałabym, by to wszystko było tylko snem; głupim koszmarem, z którego z którego lada moment się obudzę, Christian weźmie mnie w ramiona i poczuję się bezpieczna. Może tak być, prawda? Teraz może.
  Przynajmniej bardzo chciałabym, żeby tak było.

~*~

  Kolejna bezsenna noc nie jest zbyt dobrym pomysłem, lecz udało mi się odpłynąć w objęcia Morfeusza jedynie na krótki moment. Większość czasu zajęła mi dogłębna analiza wydarzeń z poprzedniego tygodnia. Wszystkie plusy i minusy, wszystkie za i przeciw, wszystkie tak i nie. Moim życiem głównie kieruje przypadek. Teraz wiem, czego chcę i jestem w stanie zrobić naprawdę bardzo wiele, by to dostać. Nie będzie łatwo, nigdy nie jest, ale nie jestem sama. Nie tym razem. 
  Jeżeli nie wyjaśnię tego dzisiaj, następnym razem mogę stchórzyć i zrobić to, co robię cały czas. Uciec. A tego już za wiele. 
  Przeglądam się w lustrze. Zważywszy na to, że spałam jedynie przez pół godziny, nie wyglądam najgorzej. Mam na sobie czarne jeansy z wysokim stanem, białoczarny crop top w azteckie wzory oraz czarne szpilki. Przeciągam po ustach różową szminką, ścierając jej nadmiar chusteczką. Potrzebuję chwili na przypomnienie sobie, gdzie zostawiłam klucze. Jedna z szafek w łazience, oczywiście. To co, że wczoraj kładłam je na blacie kuchennym. Albo zaczynam tracić zmysły, albo potrzebuję kilku dodatkowych godzin snu. Albo jedno i drugie.

  Przez całą drogę zastanawiam się, co mu powiem, lecz ostatecznie żaden scenariusz nie jest wystarczająco dobry. Pragnę jedynie to mieć za sobą. Po wyjściu z  windy od razu kieruję się w stronę biura Christiana. Sophie jest na tyle zaaferowana moim widokiem, że momentalnie chce do niego zadzwonić, lecz dzięki Bogu przekonuję ją, aby tego nie robiła. Osobiście nie przepadam za niespodziankami, ale robienie ich osobiście to już inna sprawa. Nie spodziewa się mnie. I dobrze. Oby tylko nie był poza biurem, bo wtedy nie będzie zbyt ciekawie.
  Rozglądam się również za Clarie, choć jej nie zauważam. Nie powiedziałam nikomu, że tutaj będę. Nawet Arianie. Wczoraj telefonowanie do kogokolwiek było ostatnią rzeczą, o jakiej pomyślałam. Wolałabym nie natknąć się na Stellę, raczej nie będzie równie zadowolona co Sophie. Jednak jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, będzie musiała znowu przyzwyczaić się do mojej obecności.
  No i o wilku mowa.
  - Ana? – dobiega mnie zaskoczony głos Evans. Uśmiecham się sama do siebie i odwracam w jej stronę. Jej mina jest po prostu bezcenna, chyba nie przypuszczała, że jeszcze kiedyś mnie tu zobaczy. 
  - Jak widać – wzruszam ramionami, ignorując krzywe spojrzenie, jakie mi posyła. Przykro mi, tak łatwo się mnie stąd nie pozbędzie. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
  Oby nie.
  - Wyglądasz… inaczej.
  - Dziękuję. Chyba – nie jestem pewna, czy wziąć to jako komplement, czy wręcz odwrotnie. Nie mam ochoty się nad tym teraz zastanawiać.
  - Co ty tu robisz?
  - Przyszłam do Christiana. Musimy ustalić jeszcze parę rzeczy.
  Nie wspominam ani słowem, że chcę wrócić. Wolę nie ryzykować, ponieważ od razu wstępuje w nią dobry humor. Pewnie myśli, iż nie wszystkie formalności związane z moim wypowiedzeniem są dopełnione. 
  A może jednak jest ktoś na moje miejsce? Sekretarkę nie trudno zastąpić, więc może posada jest już zajęta. Jeżeli tak, będę musiała poszukać sobie czegoś nowego, chociaż szczerze w to wątpię. Nie prosiłby mnie o powrót, gdyby kogoś zatrudnił. Clarie też jak na razie nic nie wspominała. Chociaż znając go, będzie w stanie bez mrugnięcia okiem pozbawić stanowiska nowego pracownika. 
  - Teraz? Wiesz, miałam mu to zanieść. Jakbyś mogła chwilkę poczekać.
  Dopiero teraz zauważam, że w ręku trzyma plik dokumentów. Rudowłosa mówiła, iż to właśnie ona przejęła część moich obowiązków. Przebywanie blisko Christiana było pewnie spełnieniem jej marzeń, a teraz pojawiam się ja i znowu wszystko niszczę. Cóż, życie bywa brutalne.
  Poczekać? Owszem, mogłabym, nigdzie mi się nie śpieszy. Ale gdyby Stella weszła tam pierwsza, wygadałaby się o mojej obecności tutaj, a wtedy nici z elementu zaskoczenia. Poza tym nie ukrywam, iż chcę jej zrobić na złość. Jestem bardzo okrutna?
  - Ja mogę mu to dać, nie zajmę dużo czasu.
  Patrzy na mnie z wyższością, lecz ostatecznie przystaje na moją propozycję. Myśli, że wygrała, ale jest w błędzie. Wyprowadzę ją z niego za jakiś czas, teraz chcę jedynie zobaczyć się z Christianem.
  - Szkoda, że już tu nie pracujesz.
  Posyła w moją stronę promienny uśmiech. Nawet tego mi brakowało. Możemy nie zgadzać się w większości spraw, może mnie irytować za każdym razem, gdy tylko otwiera usta, ale nie zmienia to faktu, że bez jej arogancji i przesadnej pewności siebie byłoby tutaj nudno. A Clarie nie miałaby o kim wymyślać coraz to nowych teorii spiskowych.
  Odbieram od niej papiery, ignorując fakt, iż krytycznym wzrokiem ogarnia moje ubranie. Przyznaję, nie jest to typowy strój do pracy, lecz jeszcze przecież nie figuruję na liście zatrudnionych.
  Jeszcze – słowo kluczowe. 
  Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, iż Stella chowa się za ścianą, więc dosyć szybko zbieram się na odwagę, by wejść do biura szatyna. Może aż nazbyt szybko, bo gdy tylko otwieram drzwi, tracę całą pewność siebie, jaką miałam do tej pory.
  Do odważnych świat należy, a ja chcę przecież tylko odzyskać to, co należy do mnie. Pracę i Christiana. Tylko to jest teraz ważne.
  - Dzień dobry, panie Brewer. Mam coś dla pana – uśmiecham się lekko, unosząc do góry dokumenty. Dostrzegam jego zaskoczony wyraz twarzy, raczej się mnie nie spodziewał. Cóż, jego problem, a nie mój.
  - Annie…
  Nie mam pojęcia jak, ale w przeciągu dwóch sekund znajduje się jedynie jakiś milimetr ode mnie. Patrzy w moją stronę, jakbym była ósmym cudem świata. Jego wygłodniały wzrok sprawia, że się rumienię. Nienawidzę tego uczucia, lecz w tej chwili schodzi ono na dalszy plan.
  - Hola, hola! – zatrzymuję go, gdy nachyla się, by wziąć w posiadanie moje usta. Unoszę prowokująco brwi, gdy przygląda mi się ze skonfundowanym spojrzeniem. – Nie tak szybko. Wiesz, że musimy porozmawiać.
  - Wiem – przytakuje, obejmując ciasno moją talię. – Po prostu cholernie cieszę się, że tu jesteś. I że nie wyjeżdżasz.
  - Nie powiedziałam tego – mówię, opierając prawą dłoń na jego ramieniu.
  - Nie musisz. Inaczej by cię tutaj nie było, prawda? – pyta. Jestem stanowczo zbyt przewidywalna. Stęskniłam się za nim tak bardzo, iż nawet jego głos działa na mnie pobudzająco. 
  - Prawda – przyznaję w końcu. Nigdy tak naprawdę nie chciałam wracać do Chicago. Sama myśl o tym napawała mnie strachem i swego rodzaju niepokojem. Mam w planach wkrótce odwiedzić Toby’ego, lecz nie mogę tam zostać na stałe. To nie jest i nigdy nie było moje miejsce na świecie. W Nowym Jorku jest prawie wszystko, czego potrzebuję, a ja pod wpływem głupiego impulsu chciałam ot tak to rzucić i przenieść się gdzieś, gdzie od dawna jestem spalona. Mój jakże inteligentny plan nie miał prawa wypalić. Od początku to wiedziałam, lecz nie chciałam przyznać tego przed samą sobą. Teraz już to widzę i wiem, co zrobić, żeby wszystko w końcu ułożyło się po mojej myśli.
  Czas najwyższy.
  - Annie…
  - Stella miała ci to dać – przerywam, nieco oswobadzając się z jego uścisku. – Mam nadzieję, że nie znalazłeś sobie nikogo na moje miejsce, bo naprawdę stęskniłam się za Clarie.
  Jego śmiech wypełnia pomieszczenie. Przejmuje ode mnie plik dokumentów, lecz ani razu na nie nie spogląda. Cały czas uwagę skupia na mnie.
  - Nikt nie jest w stanie cię zastąpić, wiesz o tym – stwierdza szybko. – Ana, jeszcze raz cię przepraszam. Ja nie…
  - To ja powinnam przeprosić – wzdycham. – Miałeś… dalej masz prawo być zły, ale zrozum, że to trochę za poważna sprawa, żeby wspominać o niej podczas śniadania.
  - Nie powinienem tak na ciebie naskakiwać. I słuchać tego idioty.
  - Chyba oboje trochę nawaliliśmy – przygryzam wnętrze policzka, gdy odgarnia za ucho niesforny kosmyk moich włosów. 
  - Zabieram cię na kolację – mówi, zmieniając temat. - Porozmawiamy na spokojnie. Tak, jak trzeba było zrobić na samym początku.
  - Może mam już plany? – unoszę brwi w oczekiwaniu na jego reakcję. Christian jedynie kręci z rozbawieniem głową i gwałtownie przyciąga mnie do siebie, by złożyć na mych ustach pocałunek. Obejmuję go za szyję, wplatając palce w jego włosy, i delikatnie pociągam za końcówki. Moje ciało rozpaczliwie skomle o jego dotyk, jednak wiem, że nie mogę pozwolić mu na zbyt dużo. Nie tutaj. Nie teraz.
  - Będę o ósmej – zawiadamia z chytrym uśmieszkiem na ustach.
  - To do zobaczenia – odpowiadam, ściągając jego dłoń z mojej talii. – Mogę wiedzieć, gdzie mnie zabierasz.
  - Niespodzianka, panno Crawford.
  - Wiesz, że nie lubię niespodzianek? – upewniam się. Przysięgam, ten człowiek wywołuje u mnie miliony sprzecznych emocji w ciągu ułamka sekundy.
  - Wiem, kochanie. Na tym właśnie to polega.
Od autorki: Rozdział nie jest sprawdzany, bo skończyłam go pisać dosłownie minutę temu. Miał wyglądać inaczej, ale pisanie go szło mi dość opornie. Zawaliłam, bo inaczej tego nazwać się nie da. Ogólnie kiedy jestem chora, wolę spanie, niż klikanie w klawiaturę. Mam nadzieję, że to rozumiecie. Obiecuję, postaram się, żeby kolejny rozdział był nieco bardziej dopracowany i składny. Chcę jak na razie skupić się na zaległościach w szkole, żeby wreszcie wyjść na prostą. Tydzień siedzenia w domu, a zaskakująco duża liczba sprawdzianów mnie ominęła.
Poza tym jestem zaaferowana tym, że Shadowhunters dostali 2 sezon! Jeżeli nie oglądacie, w pełni polecam, chociaż pierwsze odcinki mogą nieco zniechęcić. A no i jeszcze jedna sprawa! Pragnę serdecznie zaprosić Was na mojego twittera! Tak, nawet ja uległam, chociaż nie do końca jeszcze wszystko ogarnęłam. Chcecie, żebym informowała Was o nowych rozdziałach właśnie tam albo po prostu okropnie Wam się nudzi to zapraszam! Obserwujcie, retweetujcie i co tam jeszcze, ale ostrzegam, że jeszcze jestem zielona: @mrsgrey_1

L x