środa, 18 listopada 2015

Twenty five / Come here to enjoy

  'Trzymając kogoś na dystans, nie da się zmniejszyć jego uczucia'


  Chcę, żeby dzisiejszy dzień był inny. By nic specjalnego się nie wydarzyło. Zero Christiana, zero niepotrzebnych emocji przyprawiających mnie jedynie o ból głowy. Wczoraj nie przesadziłam i resztę wieczoru spędziłam inaczej niż Clarie czy Ariana, które postanowiły w klubie zabawić nieco dłużej. Nie, między nami do niczego nie doszło. Po prostu zabrał mnie do siebie. Tylko albo aż tyle. Chyba pierwszy raz miałam okazję po prostu przytulić się do niego i spokojnie zasnąć. Jedyne, na co sobie pozwolił, to pocałunek. Delikatny, lecz pełen pasji pocałunek. Nawet nie myślał o posunięciu się dalej. Może w jakiś sposób mu na mnie zależy, może nie pragnie mnie tylko ze względu na moje ciało. A może to po prostu ja zbyt wiele sobie wyobrażam. Wczorajszy wieczór spędziliśmy jak typowa para. Bez żadnego seksualnego podtekstu. Wzięłam prysznic, ubrałam jego czarny T-shirt i niemal od razu znalazłam się w jego ramionach. Pocałował mnie w czoło i życzył dobrych snów. Zasnęliśmy razem. To była jedna z bardziej intymnych chwil, jakie spędziłam w jego towarzystwie, mimo iż na pozór wydaje się całkiem zwykła. Bynajmniej nie dla mnie.
  Mamy do wyjaśnienia kilka rzeczy, lecz boję się pierwsza zacząć tę rozmowę. Muszę wiedzieć, na czym stoję, potrzebuję tego. Jestem tylko rzeczą, którą się bawi i odstawia na półkę, gdy mu się znudzę? Po kilku ostatnich wydarzeniach śmiem twierdzić, że może być inaczej. Przecież dobrze dogadywaliśmy się jeszcze wtedy, gdy nasze kontakty były czysto zawodowe. Rozmawialiśmy. Często. Czułam się przy nim niespotykanie swobodnie, czasem prawie zapominałam, że jest moim szefem. Nie chcę stracić ani jego, ani tej pracy. Potrzebuję go. Ale teraz sama nie wiem, co powinnam zrobić.
  Stwarzasz sobie problemy, bez przerwy słyszę w głowie słowa Ariany sprzed kilku dni. Ma rację, obie doskonale o tym wiemy. Sęk w tym, że ja inaczej nie potrafię, to silniejsze ode mnie. Zdaję sobie sprawę z tego, iż moja bańka mydlana w końcu pęknie, niszcząc mnie jeszcze bardziej. Chcę odwlekać to w czasie tak długo jak tylko możliwe. Chcę, by Christianowi zależało na mnie w taki sposób, w jaki mi zależy na nim… chcę, żeby widział we mnie coś więcej niż tylko obiekt pożądania. Naprawdę aż tak wiele wymagam?

  Zamiast dłużej zastanawiać się nad swoją nieciekawą sytuacją i bardziej psuć sobie humor, jestem zmuszona do oglądania zmagań Ariany z powiązanymi słuchawkami. Żyję na tym świecie już kilka dobrych lat, lecz dalej nie mogę pojąć, jakim cudem rzucenie ich do torebki może przysporzyć czasem nawet wielominutowego wysiłku przy rozplątywaniu.
  - Poddaję się – stwierdza w końcu kobieta, odrzucając je na stolik. – Potem się pobawię. Albo je przetnę… ale wtedy przydałyby się nowe. Nienawidzę życia.
  - Pozytywne myślenie przede wszystkim – kwituję i staram się nie roześmiać, by nie niszczyć jej nastroju jeszcze bardziej. Nie tylko ja mam pecha w sprawach sercowych. Jesteśmy w tej kwestii do siebie niebywale podobne. Wyjątek stanowi jedynie fakt, iż ograniczam się do jednego mężczyzny, podczas gdy Parks usilnie szuka swojej drugiej połówki. Czasem na siłę. Przeżyła wiele zawodów miłosnych, mimo to ani trochę się nie zraża. Nie rozumiem tego, lecz nie mam zamiaru się z nią kłócić. Lepiej jest być samym, aniżeli być z kimś z przymusu i nie żywić do tego kogoś ani krzty uczucia.
  - Chyba twój – mówi, gdy dobiega nas głos Adama Levine. Znaczy to, iż ktoś próbuje się do mnie dodzwonić. Na tę chwilę niekoniecznie mam ochotę na rozmowę z kimś, kto nie jest Arianą. Zwłaszcza z Christianem, muszę trochę odpocząć. Chociaż jeden dzień, chociaż te kilka godzin.
  Spoglądam na wyświetlacz, dostrzegając nieznajomy numer. Mam pewność, że nie jest to Brewer, więc moje ambitne plany spędzenia sobotniego wieczoru z opakowaniem kwaśnych żelków przed telewizorem mają niemałą szansę się urzeczywistnić.
  - Tak?
  - Anastasia Crawford, jednak dostałam dobry numer – wita mnie głos Rebecki. W pierwszej chwili nie mam pojęcia, co powinnam odpowiedzieć. Skąd wiedziała, jak się ze mną skontaktować? Z telefonu Christiana? – Szczęście mi dopisuje.
  - Czego ode mnie chcesz? – warczę, ignorując zdziwiony wyraz twarzy brunetki siedzącej obok.
  - Mam głęboką nadzieję, że nie planowałaś niczego na dzisiaj. Powinnyśmy porozmawiać najszybciej, jak to możliwe.
  Marszczę brwi, przez moment analizując usłyszane słowa. Rebecca Calvano ma do mnie jakąś sprawę i to na tyle ważną, że zadała sobie trud zdobycia mojego numeru telefonu. Przełykam nerwowo ślinę, zanim się odzywam.
  - Co masz na myśli? – wprawdzie nie jest to zdanie, które aktualnie chciałam wypowiedzieć, lecz jestem z siebie dumna, iż w ogóle dałam radę coś z siebie wykrztusić.
  - Nie chcę psuć niespodzianki, dowiesz się wszystkiego na miejscu. O dwudziestej w Almanac na Piątej Alei. Wiesz, gdzie to jest? – pyta z powątpiewaniem. Szczerze mówiąc, nie bardzo mam pojęcie o umiejscowieniu danej restauracji, lecz nie zamierzam dać jej satysfakcji i przeświadczenia, że jest lepsza ode mnie.
  - Poradzę sobie, spokojnie. Do zobaczenia.
  Ściskam telefon w dłoni jeszcze chwilę po zakończeniu rozmowy. Przygryzam nerwowo wnętrze policzka, dopóki nie czuję bólu i metalicznego posmaku krwi w ustach.
  Dzisiejszy wieczór jednak nie będzie należał do zwyczajnych. W mojej głowie kłębią się setki myśli. Wiele pytań, lecz ani jednej odpowiedzi. Dlaczego? Podejrzewa coś, tego jestem pewna. Zapewne jest wściekła, ponieważ jakaś nic nieznacząca podwładna miała czelność spojrzeć na jej mężczyznę. Nic dziwnego, też bym była. A tak muszę wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i udowodnić jej oraz sobie, że teraz moja kolej na wygraną. Moja kolej na triumf.
  - Co się stało?
  - Nic takiego – odpowiadam, a uśmiech sam ciśnie mi się na usta. Ariana za moment będzie w swoim żywiole. – Ale potem będziesz musiała mi w czymś pomóc.

~*~

  - Ty to będziesz sprzątać – ostrzegam, ogarniając wzrokiem kilka stosów ubrań walających się po podłodze w mojej sypialni. Jeśli chodzi o dobór odpowiednich butów do sukienki, czy podkreślający oczy cień do powiek, brunetka jest w tym absolutnym mistrzem. Rano zawsze stoi co najmniej kilkanaście minut przed lustrem i zastanawia się nad kolorem bluzki, lecz za każdym razem efekt jest spektakularny. Współpracowała z wieloma stylistami. Tymi znanymi i tymi stawiającymi pierwsze kroki w branży. Przez to za każdym razem, gdy wybieramy się na wspólne zakupy, w moich rękach ląduje coś poleconego przez nią. Dotychczas jeszcze tego nie żałowałam.
  - Tak, tak. Ale teraz cicho, bo jestem geniuszem – mówi triumfalnie, krzyżując ręce na piersi. – Masz godzinę, więc proponuję ci się powoli zbierać. Nie chcesz chyba kazać dziewczynie twojego faceta na siebie czekać.
  - Przeginasz.
  - Też cię kocham.
  Ostatni raz ogarniam wzrokiem swe odbicie, przeczesując prawą dłonią włosy. Nie wyglądam źle… powiedziałabym nawet, iż całkiem dobrze. Czarne szpilki na dziesięciocentymetrowym obcasie, tego samego koloru ołówkowa spódnica sięgająca mi do połowy uda oraz bordowa materiałowa koszula. Całość dopełnia delikatny makijaż oraz złoty naszyjnik-łańcuch. Uśmiecham się sama do siebie i ostatni raz poprawiam błyszczyk na ustach.
  - Nie daj jej się, okay? – słyszę, co odrobinę dodaje mi pewności siebie. Założę się, że Christian nie ma o niczym pojęcia i raczej nie byłby zadowolony z naszego spotkania. Rebecca na pewno mu nie powiedziała. Bo i po co? Ja też nie będę w tej sprawie szczególnie wylewna. Coś czuję, że będzie ono wyjątkowo owocne.
  - Wrócę żywa – zapewniam. Choć nie jestem tego szczególnie pewna.

~*~

  Przekazuję kluczyki niskiemu mężczyźnie w kamizelce i kieruję kroki do środka. Rozglądam się dookoła, powoli rozumiejąc, dlaczego Calvano wybrała akurat tę restaurację. Z każdego kąta bije przepych i wszechobecne bogactwo. Nie stać mnie zapewne na lampkę wina, nie mówiąc już o jakimkolwiek posiłku. Gdy jestem prowadzona do odpowiedniego stolika, ogarniam wzrokiem niektórych gości. Mężczyzn w niebotycznie drogich, szytych na miarę garniturach i kobiet, które uśmiechają się z wyższością w trakcie dyskretnych poprawek perfekcyjnie ułożonych fryzur. Słyszę fragmenty towarzyskich rozmów, biznesowych pertraktacji i staram się ułożyć w głowie prawdopodobny scenariusz naszej konwersacji. Co niby miałabym powiedzieć? Zakładając oczywiście, że Rebecca dopuści mnie do głosu. Nie sądzę, bym została tutaj zaproszona w celu złagodzenia stosunków między nami. Przecież dotrzymała słowa danego Christianowi – odkąd u niego pracuję, nie pojawiła się w budynku firmy. No, może raz. Jeden jedyny raz. Kilka razy zastanawiałam się, co tak właściwie jej zrobiłam. Teraz – rzecz jasna – ma niemały powód do złości, lecz wcześniej? Moim jedynym błędem było pojawienie się na rozmowie kwalifikacyjnej. Wcześniej czuła do mnie niechęć bez wyraźnej przyczyny. Teraz ją ma. Tylko jakim cudem się o tym dowiedziała. Mam niemal stuprocentową pewność, że Christian nie pisnął słówkiem. Chciał zachować wszystko w tajemnicy, romans z sekretarką nie postawiłby go w najlepszym świetle. Porównując mnie i Rebeckę, przegrywam już na samym starcie. Ona ma wszystko, ja nie mam właściwie nic. Może z wyjątkiem coraz częściej ogarniających mnie wątpliwości.

  Widzę ją. Nerwowo przełykam ślinę, usilnie walcząc z chęcią odwrotu. Nie mogę pozwolić, by stres przejął kontrolę nad moim ciałem. Nie mogę pozwolić się stłamsić i zdominować. Przybieram więc maskę pewności siebie i ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do ust zajmuję miejsce naprzeciwko blondynki. Na początku nic nie mówi, ocenia mnie. Również się nie odzywam, nie zależy mi na przerywaniu ciszy. Niech ona pierwsza wyjawił, czego tak naprawdę oczekuje.
  - No cóż… - zaczyna po kilkunastu sekundach. – Jesteś głodna? Napijesz się czegoś? – sili się na miły ton, lecz jad w jej głosie jest od razu wyczuwalny.
  - Dziękuję, ale przede wszystkim chcę wiedzieć, czemu tutaj jestem.
  - Domyślam się – stwierdza. – Posłuchaj, Crawford. Nam obu wzajemne towarzystwo nie jest na rękę. Im szybciej sobie wszystko wyjaśnimy, tym lepiej – nie przerywam, dając znak, by kontynuowała swój wywód. – Nie mam zamiaru urządzać tutaj zbędnych scen, to miejsce publiczne. Postawię sprawę jasno. Nie wiem, od kiedy to trwa, nie wiem, które z was to zapoczątkowało, ale mówiąc szczerze, nie obchodzi mnie to w najmniejszym stopniu. Masz się odpieprzyć od mojego faceta, bo przysięgam, nie ręczę za siebie.
  Zastygam w bezruchu, lekko rozchylając usta, podczas gdy kobieta odsyła z powrotem kelnera, tłumacząc, że potrzebujemy jeszcze chwili do namysłu nad kartą dań. Nagle zapominam o wszystkim, co chciałam jej powiedzieć. Skupiam się jedynie na nienawistnym wzroku towarzyszki skierowanym centralnie w moją osobę. Więc wie. Nieważne, skąd zaczerpnęła takową wiedzę, ale najwyraźniej coś musi być na rzeczy. Może i czasem byliśmy niedyskretni, lecz nie sądziłam, że Rebecka ma oczy i uszy dookoła głowy.
  - Ja nie… ja nie mam pojęcia, o czym mówisz.
  Gram na zwłokę, jakby łudząc się, iż uda mi się ją przekonać do niesłuszności jej racji. Taki scenariusz jednak nie jest prawdopodobny. Mimika twarzy mówi wszystko; marszczone brwi, usta zaciśnięte w wąską kreskę. Jest zła… żeby nie powiedzieć – wściekła.
  - Nie mam zamiaru udawać, że nie widzę jego obojętności i całkowitego braku zainteresowania. Było nam razem dobrze, ładnie wyglądaliśmy. A ty to zepsułaś… dalej ciekawi mnie, jak udało się to komuś takiemu jak ty. Nie zaprzeczaj, bo nic ci to nie da.
  Ma rację. Mogę wykręcać się na miliony sposobów, lecz i tak karty zostały już odkryte. Zastawiam się nad jedną rzeczą. Mówi o obojętności i chłodzie ze strony Christiana. Wobec mnie nigdy taki nie jest, za każdym razem daje mi odczuć, że mnie pragnie. Nawet zwyczajnym dotykiem, to w zupełności wystarczy. W pracy zachowujemy pozory, lecz wystarczy jedno spojrzenie, by kolana się pode mną ugięły.
  - Jak się dowiedziałaś? – pytam w końcu, mimo iż wolałabym na to pytanie nie poznawać odpowiedzi. Ciekawość bywa zgubna, oby nie było tak i w tym przypadku.
  - Kilka tygodni temu chciałam się z nim zobaczyć jeszcze zanim wyjdzie do pracy. Nie dało się nie zauważyć, że rozpiera go pozytywna energia. Jakby całkiem niedawno pieprzył się z jakąś głupią szmatą. Ale mnie ani razu nie dotknął. W sypialni znalazłam czarny stanik. Wszystkie drogi prowadzą do ciebie, kochanie. Podstawowy błąd. Nie zostawia się swoich rzeczy na widoku – wskazuje na mnie oskarżycielsko palcem. Mam ochotę wyśmiać samą siebie za lekkomyślność. Już kilka razy to sobie wyrzucałam, a teraz mam nauczkę na przyszłość.
  - Wytłumacz mi jedno - dopiero teraz dociera do mnie fakt, iż kobieta wie o zaistniałej sytuacji właściwie od samego początku. Wcześniej nie próbowała się ze mną kontaktować, Christian w ogóle o niej nie mówił, więc nie wiem, czy podzieliła się z nim swoim odkryciem. – Dlaczego akurat teraz?
  - Chciałam mu dać czas. No wiesz… zaliczy kilka razy, a potem się znudzi i zapomni o wszystkim. Ale jak ci wiadomo, dalej go przy sobie trzymasz. Nie przyzwyczajaj się, bo jesteś jedną z wielu.
  Nie słuchaj jej, robi to specjalnie, mówię do siebie, starając się za wszelką cenę utrzymać nerwy na wodzy. Właśnie zasugerowała, że takich jak ja było więcej. Strach pomyśleć, ile dokładnie. Chciałam być wyjątkowa, a okazałam się kolejną zabaweczką do kolekcji. Tego obawiałam się najbardziej.
  - Nie muszę tego słuchać – warczę, gwałtownie podrywając się z miejsca. Zwracam na siebie uwagę kilku osób, lecz w ogóle o to nie dbam. Zaczyna mi się robić duszno, potrzebuję świeżego powietrza.
  - Nikt ci nie karze. Pamiętaj tylko o jednym. Ja zawsze wygram. Nieważne, ile czasu mi to zajmie… a patrząc na ciebie, chyba nie wiele.
  Żwawym krokiem opuszczam lokal, ani razu nie oglądając się w jej kierunku. Buzuje we mnie cała masa negatywnej energii, która tylko czeka na skumulowanie się i gwałtowny wybuch. Mam ochotę zdemolowania całego miejsca albo pobicia kogoś i to bardzo boleśnie. W pierwszej chwili chcę jechać do domu i nie wychodzić z łóżka przez najbliższe kilka dni, lecz dziwny impuls każe mi wyciągnąć telefon z torebki i wybrać numer Christiana. Jak najszybciej potrzebuję wyjaśnień i potwierdzenia bądź zdementowania usłyszanych przed momentem słów. Chcę znać prawdę, chyba zasługuję na chociaż tyle.
  - Już się stęskniłaś? – odbiera po trzecim sygnale.
  - Musimy porozmawiać i wyjaśnić sobie kilka rzeczy.
  - Teraz? – pyta lekko zdezorientowany. Nie dziwię mu się, naskoczyłam na niego. – Jeśli chcesz, dobrze. Przyjechać do ciebie?
  - Nie musisz… daj mi kilka minut – mówię i kończę połączenie, nie dając mu szansy nawet na krótką odpowiedź. Almanac znajduje się stosunkowo niedaleko jego apartamentowca, więc to ja mogę pofatygować się do niego. Mimo iż nie będę czuła się tak pewnie jak we własnych czterech ścianach, muszę zaryzykować. Tym razem nie dam mu się zbyć kilkoma czułymi słówkami lub pocałunkami.
  Nie chciałam, by wszystko się tak poukładało. Naprawdę nie chciałam. Wiele bym dała, by cofnąć czas o te kilka lat i nigdy nie popełnić błędów, które tak wiele mnie kosztowały. Kto wie? Może moje życie wyglądałoby inaczej, może nigdy nie przyjechałabym do Nowego Jorku z własnej woli? Nie mogę powiedzieć, że nie żałuję niektórych decyzji, ale człowiek uczy się na błędach – własnych i cudzych. Bez tego, co przeszłam, nie byłabym sobą, mimo iż często pragnęłam być kimś innym. Nieudolną wersją kogoś innego. Teraz wiem, że nie warto.

~*~

    Od razu rzuca mi się w oczy zdziwiony wyraz twarzy Christiana. W pierwszej chwili chce podejść bliżej i mnie dotknąć, lecz unoszę rękę w geście protestu. Nie przyszłam tutaj, by spędzić z nim kolejną noc. Nie tym razem. Chcę wreszcie dowiedzieć się, na czym stoję. Jeśli konieczne będzie pożegnanie, jeszcze nie jestem na nie gotowa. Ani fizycznie, ani mentalnie. Nie mam jednak zamiaru dalej godzić się, by dalej traktował mnie jak przedmiot, a w międzyczasie zabawiał się, Bóg wie z kim. Nie zasłużyłam sobie na to. Żadna kobieta na to nie zasługuje.
  - Musisz mi coś wyjaśnić – wypalam na wstępie.
  - Skoro tak… napijesz się czegoś?
  Patrzę na niego z politowaniem, biedaczek zapewne niczego się nie domyśla. Ciekawe, co powiedziałby, gdybym przedtem wyjawiła mu, że chcę się spotkać z Rebecką. Na pewno nie chciałby do tego dopuścić. Ma za wiele do stracenia. Cóż, już na to za późno.
  - Przed chwilą rozmawiałam z twoją dziewczyną – warczę, czym wyraźnie go zaskakuję. Krzyżuję ręce na piersi, wyczekując jego reakcji. W dalszym ciągu milczy, co odbieram jako sygnał do kontynuowania. – Wiedziała od samego początku i jakoś nie chce mi się wierzyć, że nie miałeś o tym pojęcia.
  - O czym ty mówisz? – udaje zaskoczonego. – Niemożliwe, wiedziałbym.
  - Powiedz mi, naprawdę sprawia ci to taką satysfakcję? Myślałam, że gra na kilka frontów nie jest w twoim stylu, a jednak. Nie chcę być jakimś przerywnikiem, gdy znudzi ci się jej towarzystwo.
  Brewer ujmuje moją dłoń i przyciąga bliżej siebie. Nie wytrzymuję jego taksującego mnie wzroku, nie potrafię na niego spojrzeć.
  - Co dokładnie ci powiedziała?
  - A czy to ważne? Jest po prostu zła, że jakaś głupia sekretareczka zabawia się z jej facetem. Też bym była, więc nie dziwię się.
  Jego reakcja nieco mnie zaskakuje. Uśmiecha się i kręci z niedowierzaniem głową. Naprawdę jestem aż tak zabawna? Wydaje mi się, że sytuacja wymaga chociaż odrobiny powagi.
  - Błąd. Z jej byłym facetem. I wcale nie głupia – poprawia.
  Wyrywam się z uścisku mężczyzny, robiąc dwa kroki w tył. Nie mogę uwierzyć w to, co właśnie powiedział. Kłamie on lub ona. Lub oboje.  Na tą chwilę nie potrafię tego określić, mój instynkt samozachowawczy zaczyna szwankować.
  - Nie wiem, po co chciała z tobą rozmawiać ani jakich bzdur ci naopowiadała, ale nie jesteśmy razem praktycznie od kilku tygodni. I nie, nie mam w zwyczaju spotykania się z kilkoma kobietami na raz, to nie dla mnie. Nie wiem jak pani, panno Crawford, ale jestem raczej staroświecki i preferuję monogamię.
  Zastygam w bezruchu. Kilka tygodni. Wtedy między nami wszystko się zaczęło. Jeśli wierzyć jego słowom, byłam jedyna. Przez cały czas, gdy zadręczałam się wyrzutami sumienia, byłam jedyna.
  - Annie, jej nie ma. Rozumiesz? Nie ma. Nie musisz się nią przejmować – zapewnia po raz kolejny, przyciągając moje ciało jeszcze bliżej swojego. Przygryzam wnętrze policzka i usilnie staram się na niego nie patrzeć. Błądzę wzrokiem po każdym elemencie pomieszczenia, który znajduje się w pobliżu.
  - Mam tego dosyć – wyznaję w końcu i przymykam oczy, gdy całuje mnie w czoło.
  - Wiem, wiem. Ale teraz się tym nie martw, za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
  Kiwam głową, przyznając mu rację. Jestem zmęczona, a przecież nic wielkiego się dzisiaj nie wydarzyło. No, zależy oczywiście, jak na to patrzeć.
  - Przepraszam, musiałam tu przyjść – tłumaczę. – Pójdę już, nie będę przeszkadzać.
  - Żartujesz sobie? Jest już późno, nie wypuszczę cię stąd.
  Na pewno nie wybiła jeszcze dwudziesta druga, więc nie rozumiem, o co mu chodzi. Nie jestem małą dziewczynką, mogę samodzielnie chodzić wieczorem po ulicach bez ryzyka porwania przez jakiegoś pedofila z Queensbrigde. Poza tym posiadam samochód, więc dotrę do swojego mieszkania szybko i bezpiecznie.
  - Nie zrozum mnie źle, ale chcę już się położyć.
  - Dobrze ci w mojej koszuli, więc nie widzę problemu – uśmiecha się prowokacyjnie, przez co lekko uderzam go w prawe ramię. – Hej, będę grzeczny.
  Przez moment rozważam otrzymaną propozycję. Skoro mówi, że nie będzie niczego próbował, chyba mogę na nią przystać. Nie zrobi niczego wbrew mnie… prawda?
  - Trzymam cię za słowo, Brewer.  
Od autorki: Przyznam szczerze, że nie jestem szczególnie zadowolona z tego, co dzisiaj publikuję. Nie umiałam tego zakończyć, więc naprawdę przepraszam, jeśli coś jest nie tak. Sprawdzę go jutro albo dzisiaj w nocy. Mam dość dużo zajęć na jutro, ale zabieram się za nadrabianie The Blacklist. Co tam, że biologia na mnie czeka, #kennler forever i ogólnie. A tak już na poważnie chciałam jeszcze powiedzieć, jak ogromnie doceniam to, że mimo roku szkolnego - dla niektórych też akademickiego - w dalszym ciągu zostawiacie po sobie ślad pod rozdziałami. Nawet jedno słowo znaczy dla mnie bardzo wiele. Tak, wiem, mam zaległości. W piątek wieczorem obiecuję przysiąść i wszystko nadrobić. Darek, Ciebie przepraszam szczególnie!
PS. Zapomniałam o soundtracku, ale już się poprawiłam:)

L x